Crochet Bike – Yarnbombing for Charity

Featured

I always wanted to try to “dress up” bike in woolen outfit. I was recently offered the excellent opportunity to do it. Charity organization “WorldGranny” from Amsterdam organized an event for the International Day of Older Persons (October 2nd ): conference, debate and bike auction.
Bicycles, previously purchased by this organization, has been given equal kind of artists to decorate them: “pimp up”. These bikes will be auctioned off and the proceeds will be donated to the WorldGranny’s activities.
“Dress-up” bike turned out to be an interesting challenge. This is not a difficult thing but intensive labor and requires a lot of patience. It should demonstrate the precision in measuring the individual elements. It is good to make a plan, drawing, or a list of those items. The all pieces of “clothing” need to be described or numbered to not replace anything.. Most of the items are simple geometric shapes but similar to each other and can easily be confused. The biggest challenge was the saddle, rear wheel cover, and the hardest: chain guard.
From the beginning, I decided to crochet hook as a tool : it is faster and – more importantly in this case – it’s easy to form different shapes when crocheting. Also crocheting can be a bit of a splurge: to make frill or a flower quickly and easily.

I worked on the bike for two weeks and I have to admit that the effect is worth it. I’m satisfied with that work. I hope that the auction is successful and my crochet granny bike will provide a nice sum of money for WorldGranny activity.

WorldGranny is a non-profit organization that aims to empower older people, particularly older women, and to the elimination of (extreme) poverty.
WorldGranny contributes to improving the lives of older people, their families and communities in developing countries. In the Netherlands WorldGranny to raise awareness about the situation of older people in developing countries and it raises funds to support projects in these countries.

* * *

Zawsze chciałam spróbować “ubrać” rower we włóczkowe wdzianko. I właśnie ostatnio nadarzyła się znakomita ku temu okazja. Organizacja charytatywna “WorldGranny” z Amsterdamu organizowała specjalne wydarzenia z okazji Międzynarodowego Dnia Osób Starszych (2 października): konferencja, debata oraz aukcja rowerów.
Rowery, zakupione wcześniej przez ta organizację, zostały przekazane równego rodzaju artystom w celu ich ozdobienia, “podrasowania”. Rowery te zostaną zlicytowane na aukcji a dochód zostanie przeznaczony na działalność organizacji “WorldGranny”.
“Ubieranie” roweru okazało się ciekawym wyzwaniem. Nie jest to trudna sprawa ale pracochłonna i wymaga wiele cierpliwości. Należy wykazać się precyzją w mierzeniu poszczególnych elementów. Dobrze jest zrobić sobie plan, rysunek czy spis tych elementów. Dziergając potem kolejne kawałki “ubranka” dobrze jest je opisać lub numerować aby niczego nie pomylić. Większość elementów to proste figury geometryczne jednak podobne do siebie i łatwo je pomylić. Największym wyzwaniem okazało się siodełko, osłona tylnego koła oraz najtrudniejsza: osłona łańcucha.
Od początku zdecydowałam się na szydełko jako narzędzie – jest szybciej oraz co ważne w tym przypadku: łatwo formować różne kształty w trakcie dziergania. Szydełkując można też troszkę zaszaleć – zrobić falbankę czy kwiatek – szybko i łatwo.

Pracowałam nad tym rowerem przez okres dwóch tygodni i muszę przyznać, że efekt jest tego wart. Jestem zadowolona ze swojego “dzieła”. Mam nadzieję, że aukcja się uda i mój szydełkowy rower dostarczy WorldGranny jakąś sumkę na ich działalność.

WorldGranny jest organizacją non-profit, której celem jest wzmocnienie pozycji osób starszych, szczególnie starszych kobiet oraz do eliminacja ich ubóstwa.
WorldGranny przyczynia się do poprawy jakości życia osób starszych, ich rodzin i społeczności w krajach rozwijających się. W Holandii WorldGranny pracuje w kierunku podniesienia świadomości na temat sytuacji osób starszych w krajach rozwijających się i zbiera fundusze na wsparcie projektów w tych krajach.

Many thanks to very experienced bike knitter Betty Divendal for advices, help and companion. That fancy ring cover is her work ; ).

Wielkie podziękowania dla Betty Divendal za porady, pomoc i towarzystwo. To fantazyjne ubranko na dzwonek to jej dzieło ; ).

OOSHAKY vol. 3 – One Week Later

Featured

This slideshow requires JavaScript.


Just as planned, a week after installing Ooshaky, done the next round. Visited all fifteen place where they are. Well, the balance isn’t very bad: I can say “fifty-fifty”. Half of Ooshaky is bad and half is well. Continue reading

” OOSHAKY “

It was a very pleasant Sunday. Beautiful weather, warm and sunny. I just felt in the air coming spring. A great day for the inauguration of the cycling season and …  “yarn bombing” season too : ).
This project was waiting for his moment for a long time. The idea came in my head, even last year. During the long winter evenings were knitting. And now, the first spring days, these crazy creatures came into the world.

“Ooshaky” – these are funny and colorful creatures with woolen head. Have cool ears or horns. Live in a big city and like to amuse cyclists. Want to be stroked on the head. You can also tell them something nice. They are found at the crossroads near the traffic lights. Mostly on poles with yellow button. That button is their nose. “Ooshaky” are standing there and waiting to push the nose. Pressing the nose they like most. So, press the nose and smile!

Installing them to the city provided me with much joy. The positive reactions of passers-by and a smile on their faces is a pleasure for me. And the motivation for further action.
I just need to fix up the model since, because the earlier measurements were not very accurate, and size does not fit perfectly. The next series will have been corrected.
This project will be continued so get ready for more creatures you can press their noses.
Look around carefully, you can meet Ooshaky on your way.

* * *

To była bardzo przyjemna niedziela. Piękna pogoda, ciepło i słonecznie. Po prostu czuło się w powietrzu nadchodzącą wiosnę. Wspaniały dzień na inaugurację sezonu rowerowego i …  “włóczkowych wrzutów”.
Ten projekt czekał na swój moment dość długo. Pomysł powstał w mojej głowie jeszcze w ubiegłym roku. W czasie długich zimowych wieczorów było dzierganie. A teraz, w pierwsze wiosenne dni, te szalone stworki wyszły w świat.

“Ooshaky” [uszaki] są  to śmieszne i kolorowe stworzonka z włóczkowymi głowami. Maja fajne uszy albo rogi. Mieszkają w dużym mieście. Lubią rozbawiać rowerzystów. Chcą być głaskane po głowie. Można też do nich powiedzieć coś miłego. Spotyka się je na skrzyżowaniu dróg w pobliżu świateł ulicznych. Najczęściej na słupkach z żółtym przyciskiem. Ten przycisk to jest ich nosek. Ooshaky stoją tam i czekają aby nacisnąć ten nosek.  Naciskanie nosa lubią najbardziej. Więc naciśnij im nos i uśmiechnij się!

Już samo instalowanie ich w mieście dostarczyło mi wiele radości. Pozytywne reakcje przechodniów i uśmiech na ich twarzach to dla mnie sama przyjemność. I motywacja do dalszego działania.
Muszę tylko poprawić trochę wzór ponieważ wcześniejsze pomiary okazały się niezbyt dokładne i rozmiar nie pasuje idealnie. Następna seria zostanie już poprawiona.
Ten projekt będzie kontynuowany z pewnością wiec przygotujcie się na więcej potworków którym można naciskać nosy.
Rozglądaj się uważnie, może spotkasz Ooshaky na swojej drodze.

Secret of Devil’s Horns in Mozelos (PT)

This story was long awaited for publication. A constant deficiency of the time for all my projects is a reason. Is worth telling because it says a lot about the reactions of bystanders on the phenomenon of yarnbombing and the emotions they evoke, sometimes quite unintentionally. The case took place in Mozelos by the Porto up to the end of September.

In Portugal I was for inviting my wonderful friends. It is exactly thanks to contacts with them my nickname is Maluca. Yes, they regard theses I’m a bit crazy ( Maluca in Portuguese means crazy : )). They like what I am doing ( guerilla knitting ) and they were satisfied, that in Portugal I had also left a lot of my yarnbombs. They asked me to make something specially for them and installed close them so they could be pleased with this thing usually.

So I did the next little devil and I sewed it right away before their block on the street lamp. As ever I supplied him with my tag with logo: Maluca.

Finishing details of the little devil I talked to my friend about linguistic resemblances and while I sewed exactly horns I associated the saying for oneself grated: “to cuckold somebody”. I asked whether they in the Portuguese were also using this phrase. It turned out, that yes and in the same meaning.

I stitched the little devil on the post of the lamp with late afternoon and right away then I got back home. Then we sent our men for groceries. They came back soon laughing one’s head off. They were heard already from the lift. What was the reason? As it turned out my harmless installation triggered considerable emotions and the commotion amongst residents.

On the pavement before the block a group stood doggedly discussing residents: “What is this?, “Why does it have horns?”, ” Whether is it some suggestion?”, ” Does somebody want because of that to say something about living here women?”, ” Or about men?!”, ” And why there is written: Maluca? “. Our Portuguese friend joined in the discussion trying to explain what here it is, about the phenomenon of “yarnbombing”. He quoted examples of different kind of street art and tried to prove that it’s also a kind of the piece of street art. And it’s aimed at nothing bad, is suggesting nothing. It’s rather for decorating cities and amusing passers-by. The group of neighbours didn’t seem however to understand his explanations. And I don’t think so everyone caused the impression amused. They were only interested in it why “this” had horns and why “Maluca” (even didn’t take note that it was nly a nick name ).

Really somebody had a little something on the conscience and felt unmasked? Of it we don’t know. We are also knowing nothing about secrets of neighbours. However we know that the harmless installation of wool can evoke considerable emotions and completely accidentally move the local community ( or only some individuals ; )).

Only a cleaning lady which even liked the decoration seemed amused. Most probably also the entire confusion, because provided rumours with the subject. Is it interesting whether the little devil still there or perhaps did some cuckold already dismiss him : ).

* * *

TAJEMNICA DIABELSKICH ROGÓW W MOZELOS (PT).

Ta historia długo czekała na publikacje. Powodem jest ciągły niedostatek czasu na wszystkie moje projekty. Warta jest opowiedzenia ponieważ wiele mówi o reakcjach postronnych osób na zjawisko yarnbombing’u i emocjach jakie wywołuje, czasem zupełnie niechcący. Sprawa miała miejsce w Mozelos koło Porto pod koniec września.

W Portugalii byłam na zaproszenie moich wspaniałych przyjaciół. To właśnie dzięki kontaktom z nimi mój nick brzmi Maluca. Tak, oni tez uważają, że jestem trochę szalona ( Maluca po portugalsku znaczy szalona : )). Podoba im się to co robię ( włóczkowa partyzantka ) i byli zadowoleni, że także w Portugalii zostawiłam wiele moich wrzutów. Poprosili mnie abym zrobiła coś specjalnie dla nich i zamontowała blisko nich aby mogli się cieszyć tą rzeczą na co dzień.

Zrobiłam więc kolejnego diabełka i przyszyłam go zaraz przed ich blokiem na lampie ulicznej. Jak zawsze zaopatrzyłam go w moją metkę z logo : Maluca.

Wykańczając detale diabełka rozmawiałam z moją koleżanką o podobieństwach językowych. W czasie gdy przyszywałam właśnie rogi skojarzyłam sobie utarte powiedzenie: „przyprawiać komuś rogi”. Spytałam czy także w portugalskim używa się tego zwrotu. Okazało się, że tak i to dokładnie w tym samym znaczeniu.

Przyczepiłam diabełka na słupie lampy późnym popołudniem i zaraz potem wróciłam do domu. Chwilę potem wysłałyśmy naszych panów na zakupy spożywcze. Wrócili niebawem wręcz zaśmiewając się do łez. Było ich słychać już z windy. Co było powodem? Okazało się, że moja niewinna instalacja wywołała spore emocje i poruszenie wśród mieszkańców.

Na chodniku przed blokiem stała grupka mieszkańców zawzięcie dyskutując: „Co to takiego?” Dlaczego to ma rogi?” „Czy to jakaś sugestia?” , „Czy ktoś chce przez to powiedzieć coś o mieszkających tu kobietach?”, „A może o mężczyznach?!” „I dlaczego tam jest napisane: Maluca?”. Nasz portugalski przyjaciel włączył się do dyskusji starając się wytłumaczyć o co tu chodzi, co to jest zjawisko yarnbombing’u. Przywoływał przykłady różnego rodzaju street art’u i starał się udowodnić, że to także rodzaj sztuki ulicy. I nie ma na celu niczego złego, niczego nie sugeruje. Chodzi tu raczej o dekorowanie miast i rozbawienie przechodniów. Grupka sąsiadów nie wydawała się jednak rozumieć jego wyjaśnień. I chyba nie wszyscy sprawiali wrażenie rozbawionych. Interesowało ich tylko dlaczego „To” ma rogi i dlaczego „Maluca” ( nawet nie przyjmowali do wiadomości, że to tylko pseudonim ).

Czyżby ktoś miał co nieco na sumieniu i poczuł się zdemaskowany? Tego nie wiemy. Nie wiemy również nic o tajemnicach sąsiadów. Wiemy natomiast, że niewinna instalacja z włóczki może wywołać spore emocje i zupełnie niechcący poruszyć lokalną społeczność ( albo tylko pewne jednostki ; )).

Rozbawiona wydawała się jedynie sprzątaczka, której dekoracja się nawet podobała. A pewnie i całe zamieszanie, bo dostarczało tematu do plotek. Ciekawe czy diabełek wciąż tam jest czy może jakiś rogacz już go usunął : ).

Pan Ignacy / Sir Ignatius

Ignacy Łukasiewicz był ważna postacią w historii regionu i kraju. Przyczynił się do rozwoju przemysłu naftowego, wynalazł lampę naftową. Szanuję jego życiowe dokonania.
W uznaniu zasług miasto ufundowano Panu Łukasiewiczowi pomnik, na którym z dumą trzymał w ręce swoje dzieło: lampę naftową. Pamiętam ją z dzieciństwa ale potem zniknęła. Pojawiały się czasem jej kopie i równie szybko ginęły. Myślę sobie, że prędzej kaktus wyrośnie na ręce Pana Ignacego niż pojawi się nowa lampa naftowa.

Och, to tylko niewinny żart. Nie jest to żadna akcja protestacyjna, happening domagający się powrotu lampy. To tylko włóczkowa partyzantka (guerilla knitting). Przejaw artystycznej działalności rozprzestrzeniającej się na całym świecie. Ogólnie mówiąc chodzi o urozmaicenie, upiększenie, rozbawienie lub zadziwienie przechodniów.
A przede wszystkim o dobrą zabawę i uśmiech. I odrobinę tych pozytywnych emocji chciałam zostawić tu, w moim rodzinnym mieście.. Miejmy nadzieję, że mieszkańcy Krosna wykażą się poczuciem humoru i wrażliwością na sztukę. A Pan Ignacy będzie się mógł cieszyć nowym “gadżetem” choć przez chwilę. Życie nie musi być smutne i śmiertelnie poważne. Uśmiechnijcie się!

Instalacja powstała w czwartek 20 października 2011 ok. godz. 9.15

Niestety kilka godzin później kaktusa już nie było. Trzeba otwarcie przyznać, że miasto Krosno to zaścianek, na sztuce się nie zna (przynajmniej na sztuce ulicy) i w wielu dziedzinach pozostaje daleko w tyle. A na pewno władze czy tez służby miejskie nie maja ani grama poczucia humoru!

* * *

Ignacy Lukasiewicz was an important figure in the history of the region and country. Contributed to the development of the oil industry, invented the oil lamp. I respect his achievements. In recognition of Mr. Lukasiewicz city founded the monument, on which he was proud to hold his work: the oil lamp. I remember it from my childhood but later lamp disappeared. Many times lamp was back and quickly was gone. I think that sooner cactus grows in the hand of Mr. Ignatius than the oil lamp returns.

Oh, it’s just an innocent joke. This is not a protest, demanding the return of happening lamp. It’s just guerilla knitting. Manifestation of artistic activity spread throughout the whole world. Generally speaking, in terms of variety, embellishment, amusement or surprise passers-by. And above all, have fun and smile. And a little bit of positive emotions I wanted to leave here in my hometown. Let’s hope that the residents of Krosno show a sense of humor and sensitivity to art. And Mr. Ignatius will be able to enjoy a new “gadget” for a while. Life doesn’t have to be sad and deadly serious. Let’s smile now!

The installation was created on Thursday October 20,2011 approx. 9.15

Unfortunately, a few hours later the cactus was gone. We must openly admit that town of Krosno is out-of-the-way locality, the art is not known here (at least street art), and in many cases have parochial mind. Surely the authorities or municipal services also do not have an ounce sense of humor!

LionHeart Project & Me

My last holiday stay in Lisbon (PT) has resulted in another work dedicated to LionHeartProject: Mr. D.Evil. Now you can also view it on their website: www.lionheartproject.com. As always with great pleasure I created something inspired by the works of Shauna’s. Warm greetings for all crew of Lion Heart Project.

* * *

Wakacyjny pobyt w Lizbonie (PT) zaowocował kolejna pracą zadedykowaną LionHeartProject: Mr. D.Evil. Teraz można go zobaczyć również na ich stronie: www.lionheartproject.com . Jak zwykle z wielką przyjemnością stworzyłam coś inspirowanego pracami Shauna’s. Serdeczne pozdrowienia dla całej ekipy Lion Heart Project.

MAD DEVILS @ Lisbon

Today I’m pleased to present four of Mad Devils in Lisbon. They ture there for some time and I hope that still feel great. Stiched them on traffic light poles in the city center during my last vacation. A little time has passed and I publish these pictures with some delay but  hope that my crazy critters are still there. I made it entirely by crochet and I must admit that I am very pleased with the result. So far I underestimated this humble tool. I took them on a trip because it seemed more convenient to carry with me. And very well that I had it. Thanks to these crazy creatures were created. I had the opportunity to crochet a lot. I used every spare moment. Nicest was resting in the shade of trees in the park or in the coffee garden, knitting at the time. All Mad Devils were created during my stay in Lisbon and I think they fit well with the climate of this city: funny, crazy and beautiful in the glow of sun. That I recall Lisbon now during autumn days. I miss it a lot …

* * *

Dziś mam przyjemność zaprezentować czwórkę zwariowanych diabłów z Lizbony. Szleją tam od jakiegoś czasu i mam nadzieję, że wciąż czują się świetnie. Przyszyłam je na słupach sygnalizacji świetlnej w samym centrum miasta w czasie moich ostatnich wakacji. Trochę czasu już upłynęło i publikuję te zdjęcia z pewnym opóźnieniem ale mam nadzieję, że moje szalone stworki wciąż tam są. Wykonałam je całkowicie za pomocą szydełka i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona z efektu. A do tej pory nie doceniałam tego skromnego narzędzia. Zabrałam je w podróż ponieważ wydawał się wygodniejsze do noszenia ze sobą. I bardzo dobrze, że je miałam. Dzięki temu powstały te szalone kreatury. A sposobności do szydełkowania miałam sporo. Wykorzystywałam każdą możliwą chwilę. Najprzyjemniej było odpoczywać w cieniu drzew w parku lub w kawiarnianym ogródku szydełkując w tym czasie. Wszystkie Diabełki powstały w czasie pobytu w Lizbonie i myślę, że znakomicie pasują do klimatu tego miasta: wesołe, szalone i piękne w blasku słońca.Tak wspominam Lizbonę teraz podczas jesiennych dni. I tęsknię…

Mr D. E V I L @ Lisbon

Long time since returned from holiday in Portugal, but I still remember them. Actually lives in the memories … Fortunately, I have many photographs that I made there of cool stuff that I left there. And I can enjoy the view for a while.

Today I present some photos of a green Evil. he he he .. Well, is not that evil. Just D. Evil, nothing more. And even handsome:). Prepared him in Rotterdam, before leaving on vacation. I imagined that it would look good in the sunshine. And so it is. As I planned I put him in the heart of Lisbon. Also provided him with LionHeartProject tag. I thought it would be good to leave something of their character also in the Portuguese capital, if I had such an opportunity. I hope that I found in the tastes of the audience and the devil will be there felt good. At least the weather is better than here.

* * *

Już dawno wróciłam z wakacji w Portugalii ale wciąż je wspominam. Właściwie żyje we wspomnieniach… Na szczęście mam wiele fotografii, które tam zrobiłam a na nich wiele fajnych rzeczy, które tam zostawiłam. I mogę cieszyć się ich widokiem jeszcze przez chwilę.
Dzisiaj przedstawiam kilka fotek pewnego D.iabła w zielonym kolorze. he he he.. No dobrze, wcale nie jest taki zły. Zwykły diabełek, nic więcej. I nawet przystojny : ). Przygotowałam go jeszcze w Rotterdamie, przed wyjazdem na wakacje. Wyobrażałam sobie, że dobrze będzie wyglądał w promieniach słońca. I tak też jest. Jak planowałam umieściłam go w samym centrum Lizbony. Również zaopatrzyłam go w metkę LionHeartProject. Pomyślałam, że dobrze będzie zostawić coś z ich znakiem także w stolicy Portugalii jeśli miałam taka okazję. Mam nadzieję, że trafiłam w gusta widzów i diabełek będzie się tam czuł dobrze. Przynajmniej pogodę ma lepszą niż tu.

Yarnbomber observations: knitted “Monster Foot” in fact life.

First, I must admit that I really like “Monster Foot” as a guerilla knitting project.  It’s easy and simple to do, nicely presented and doen’t take much time. On the street it looks interesting, draws attention and entertains passers-by. So far was a big fan of this project. However, the possibility of observation already made Monster Feet  raises a number of applications about their practicality.

First we watched regularly was “Monster Foot” from Porto, because I put it at point of the city which I passed many times during my stay there. Just two days after installed, I noticed that she was tucked up by someone a little higher above sidewalk level. I slipped it down and wondered for a moment why someone picks it up? Did not see that’s the foot? With claws? It should stand on the sidewalk? However, a few days later, the situation repeated again: I found it on the top of street sigh. This time even higher. Again, I slipped downstairs and also found no rational explanation for the reason why someone did it.

A few days later mounted another foot in Portugal. This time the “Chicken Foot” in Lisbon. And in this case, history repeated itself exactly the same: I saw foot again raised up. I must admit that this time the puzzle began to bother me very much. Still, I didn’t know how to explain it. Why does the same thing is happening in two different places far away from each other? After all, it can not be a joke. What is the reason?

The answer came on the same evening, quite by accident. I noticed that the streets and sidewalks are cleaned by small cars with rotary brushes and water. So that’s it! Does the city cleaning workers cared for the welfare of guerrilla installations? They raise them up for not to damage! Unbelievable! The answer surprised me very much and makes me also happy. It raised my faith in people. Conclusion gives sense of optimism: I dare say that a large proportion of people positively approaches guerilla knitting. I hope that not only in Portugal and not only cleaning service.

After a few days in Lisbon, I had a minute to once again see the foot from Porto. I found it already much damaged, torn and crumpled. I think patience and the good will of the worker was over. After I left it down a few times no longer wanted to raise up it. Well, that’s the street life. Only the strongest or adapt best will survive. And as you can see even for monsters with claws is pretty hard.

By the way, warm greetings and compliments to the urban workers in Porto and Lisbon!

And what are the lessons from this history beyond the respect for municipal services? As you can see some ideas can be extremely effective but also not practical. Of course, rather difficult to predict all possible problems when planning a project. But seeing how they operate then in real life, on the street, allow to draw conclusions and better plan future projects. It is difficult to expect that such a thing as yarnbombing will persist indefinitely in the city. Are exposed to many opportunities to destroy not only the cleaning of streets, but if they are well planned can live longer. If they resist of course a commonplace demolition of hateful people or municipal guards.

And after returning from holiday I visited my Monster Feet in Rotterdam. One of them has disappeared (it may have been corrupted?) and the second one I found also slightly raised up. Could the same phenomenon? So, also bows to the city service workers from Rotterdam.


PARTYZANCKIE OBSERWACJE: POTWORKOWA STOPA W PRAWDZIWYM ŻYCIU.

Po pierwsze muszę przyznać, że bardzo lubię “Potworkową Stopę” jako partyzancki projekt. Jest łatwa i prosta w wykonaniu, nie zajmuje wiele czasu i ładnie się prezentuje. Na ulicy wygląda ciekawie, zwraca uwagę i rozbawia przechodniów. Jak do tej pory byłam wielką fanką tego projektu. Jednak możliwość obserwacji zrealizowanych już “Potworkowych Stóp” nasuwa kilka wniosków o ich praktyczności.

Pierwszą którą obserwowałam regularnie była Potworkowa Stopa z Porto, ponieważ umieściłam ja w takim punkcie miasta które wielokrotnie mijałam podczas mojego tam pobytu. Już dwa dni po jej zainstalowaniu zauważyłam, że została przez kogoś podciągnięta nieco wyżej nad poziom chodnika. Zsunęłam ją na dół i zastanowiłam się przez chwilę dlaczego ktoś podnosi ją do góry? Czyżby nie widział, że to jest stopa? Z pazurkami? I powinna jednak stać na chodniku? Jednak kilka dni później sytuacja się powtórzyła: znowu zastałam ją w górze. Tym razem jeszcze wyżej. Ponownie zsunęłam ja na dół i również tym razem nie znalazłam racjonalnego wytłumaczenia powodu dla którego ktoś to zrobił.

Kilka dni później zamontowałam kolejną stopę w Portugalii. Tym razem “Kurczakową Stopę” w Lizbonie. I w tym przypadku historia się powtórzyła niemal tak samo: znowu zobaczyłam ją podniesioną do góry. Muszę przyznać, że tym razem zagadka zaczęła nurtować mnie już bardzo mocno. Wciąż jednak nie wiedziałam jak to racjonalnie wytłumaczyć. Dlaczego to samo dzieje się w dwóch różnych miejscach znacznie oddalonych od siebie? Przecież to nie może być żart. Jaki jest tego powód?

Rozwiązanie zagadki pojawiło się tego samego wieczoru zupełnie przypadkowo. Zauważyłam mianowicie,że ulice i chodniki są sprzątane przez małe samochodziki za pomocą wirujących szczotek i wody. A więc to tak?! Czyżby pracownicy oczyszczania miasta troszczyli się o dobro partyzanckich instalacji? Podnoszą je do góry aby ich nie uszkodzić! Niewiarygodne!!! Rozwiązanie zagadki zaskoczyło mnie i bardzo ucieszyło. I podniosło moja wiarę w ludzi. Wnioski napawają optymizmem: ośmielam się twierdzić, że duża część ludzi pozytywnie podchodzi do włóczkowej partyzantki. Mam nadzieję, że nie tylko w Portugalii i nie tylko służby sprzątające.

Po kilkudniowym pobycie w Lizbonie miałam chwilkę aby znów zobaczyć stopę z Porto. Zastałam ją jednak znacznie uszkodzoną, poszarpaną i pomiętą. Chyba skończyła się cierpliwość i dobra wola osoby sprzątającej. Po tym jak opuszczałam stopę na dół kilka razy nie chciał ponownie jej podnosić. No cóż, takie jest uliczne życie. Przetrwają tylko najsilniejsi lub najlepiej przystosowanie. I jak widać nawet potworom z pazurami jest dosyć ciężko.

Przy okazji ciepłe pozdrowienia i wyrazy szacunku dla pracowników miejskich w Porto i Lizbonie!!!

A jakie są wnioski z tej historii poza szacunkiem do służb miejskich? Jak widać pewne pomysły mogą być niezwykle efektowne ale również niezbyt praktyczne. Oczywiście raczej trudno jest przewidzieć wszystkie możliwe problemy przy planowaniu projektu. Jednak obserwowanie jak one funkcjonują potem w rzeczywistym życiu, na ulicy pozwalają wyciągnąć wnioski i lepiej planować projekty w przyszłości. Trudno oczekiwać, że tego rodzaju rzeczy jak włóczkowa partyzantka będą się utrzymywać w mieście nieskończenie długo. Narażone są na wiele możliwości zniszczenia nie tylko przy sprzątaniu ulic ale te dobrze zaplanowane mogą żyć dłużej. Jeśli oczywiście oprą się pospolitej demolce nienawistnych ludzi oraz strażnikom miejskim

A po powrocie z wakacji odwiedziłam moje Potworkowe Stopy w Rotterdamie. Jedna z nich zniknęła (może została uszkodzona?) a drugą znalazłam również podniesiona nieznacznie do góry. Czyżby to samo zjawisko? Więc ukłony również dla pracowników służb miejskich z Rotterdamu.

Chicken Foot @ Lisbon

One more time there is knitted foot in my guerilla activities. This time the Chicken Foot, in sunny yellow color. I prepared it in home advance before trip to Portugal (like that Monster Foot from Porto) and I took already finished with me. Dimension I set up as the most universal, suggesting my experience and available sizes of various municipal poles. Then I looked for the corresponding column at the time wandering around the city. Luckily I found one in a great location at a popular and frequented spot. I must admit that it looks great there. Unfortunately, subsequent observations of that Foot (and the previous feet from Porto & Rotterdam) show that unfortunately this is not the happiest design for installation in urban space. I will write about those observations in the next post.

* * *

Jeszcze raz pojawia się stopa w moich działaniach partyzanckich. Tym razem “Kurczakowa Stopa”, w słonecznie żółtym kolorze. Przygotowałam ją wcześniej przed wyjazdem do Portugalii (podobnie jak Potworkową Stopę” z Porto) i zabrałam już gotową ze sobą. Wymiar założyłam uniwersalny, sugerując się doświadczeniem i dostępnymi mi danymi o wymiarach różnych miejskich słupków. Potem szukałam odpowiedniego słupa w czasie wędrówek po mieście. Szczęśliwie znalazłam jeden w znakomitej lokalizacji, uczęszczanym i popularnym miejscu. Muszę przyznać, że świetnie tam wygląda. Niestety późniejsze obserwacje tej stopy (oraz poprzednich z Porto i Rotterdamu) wskazują, że niestety nie jest to najszczęśliwszy projekt do instalacji w przestrzeni miejskiej. Napiszę o tych obserwacjach w kolejnym poście.

LionHeart Project & Me

Holiday stay in Porto (PT) has resulted in another work dedicated to LionHeartProject: Big Daddy Shark. Now you can also view it on their website: www.lionheartproject.com. As always with great pleasure I created something inspired by the works of Shauna’s. And also nice to hear positive feedback from them (Greetings!) . Soon again I’ll show you something funny in this topic.

* * *

Wakacyjny pobyt w Porto (PT) zaowocował kolejna pracą zadedykowaną LionHeartProject: Big Daddy Shark. Teraz można go zobaczyć również na ich stronie: www.lionheartproject.com . Jak zwykle z wielką przyjemnością stworzyłam coś inspirowanego pracami Shauna’s. I równie miło mi słyszeć pozytywny odzew od nich. (Pozdrowienia!) Niedługo znowu pokażę coś zabawnego w tym temacie.

Shark Attack @ Porto (PT): ten little Sharkys.

Sharks! Sharks Everywhere! Help! Yes, it’s “Shark Attack” ! Here are, as promised in previous post, the whole bunch of little Sharkys: nine in Porto and tenth (as a bonus) in Aveiro. Big Daddy Shark has numerous offspring, which has spread throughout the city. They are found unexpectedly at different points in the city on road signs. Nice, funny, dangerous small Sharkys. Enjoy the Shark Attack in Porto : ).

* * *

Rekiny ! Rekiny wszędzie ! Ratunku ! Tak, to jest “Shark Attack”! Oto, jak obiecywałam w poprzednim poście, cała banda małych rekonów: dziewięć w Porto i dziesiąty (bonusowy) w Aveiro. Big Daddy Shark ma liczne potomstwo, które rozeszło się po całym mieście. Można je spotkać nieoczekiwanie w różnych punktach miasta na znakach drogowych. Miłe, śmieszne, groźne małe rekiny. Podziwiajcie Shark Attack w Porto : ).

Big Daddy Shark in Porto (PT)

Captivated by the city of Porto and the ocean, inspired by the local street art, this time I created a beautiful: Big Daddy Shark. Debuted in the city center of Porto, in the front of the Sao Bento railway station. Soon the whole city will spread also it’s smaller versions: little Sharkys.  This item is entirely on crochet, the first time in my case. I must admit that I’m very pleased with the result. A little more experience and perhaps crochet will be as skillful instrument in my hands as needles.

* * *

Zauroczona miastem Porto  i oceanem, zainspirowana miejscowym street art stworzyłam tym razem pięknego rekina. Wielki Tato Rekin zagościł w samym centrum miasta, przed dworcem Sao Bento. Niebawem po całym mieście rozejdą się również jego mniejsze wersje: małe Rekiniątka.  Ta “robótka” jest wykonana całkowicie na szydełku, po raz pierwszy w moim przypadku. Muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona z efektu. Jeszcze trochę doświadczenia i być może szydełko będzie tak samo zręcznym narzędziem w moich rękach jak druty.

This work is also dedicated to Shauna Richardson, skilful champion of crochet, and her project: www.lionheartproject.com . I think that also this time it will be nice to see LionHeartProject”s logo in another European country: Portugal. Warm greetings from Porto : ).

* * *

Ta praca jest również dedykowana Shauna Richardson, zręcznej mistrzyni szydełka, i jej projektowi: www.lionheartproject.com . Myślę, że również tym razem miło jej będzie zobaczyć logo LionHeartProject w kolejnym kraju Europy: w Portugalii. Serdeczne pozdrowienia z Porto : ).

Monster Foot @ Porto (PT)

Oh yes. I’m just on holiday in Portugal. Courtesy of friends who have invited us here, I can enjoy this wonderful country. Porto is wonderful: beautiful city, nice people, good food and lots of street art. At really high level. In such a environment is nice to leave my mark. In the heart of old town, near the Sao Bento railway station, you can find Monster Foot by me. Already shortly after installing it I noticed the interest passers-by.

Enjoy the sun in Porto my “Monster Foot”,  just like me.

* * *

O tak. Jestem właśnie w Portugalii na wakacjach. Dzięki uprzejmości przyjaciół, którzy nas tu zaprosili, mogę cieszyć się tym wspaniałym krajem. Porto jest cudowne: piękne miasto, mili ludzie, dobre jedzenie i mnóstwo street art’u. Na naprawdę wysokim poziomie. W takim otoczeniu miło zostawić swój ślad. W samym centrum starówki, niedaleko dworca kolejowego Sao Bento, można spotkać teraz Potworkową Stopę mojego autorstwa. Już zaraz po zainstalowaniu jej zauważyłam zainteresowanie przechodniów.

Ciesz się słońcem w Porto moja “Potworkowa Stopo” tak samo jak ja.